1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Za głosem Boga...

Siostra Marta, lat 33, pochodzi z okolic Warszawy, absolwentka administracji, harcerka, ratownik. Obecnie juniorystka (składająca śluby czasowe) w naszym zgromadzeniu.

 

 

Siostro Marto, skąd Ty, w Warszawie dowiedziałaś się o naszym zgromadzeniu i jak trafiłaś do Mariówki?

Zgromadzenie Sióstr Służek Niepokalanej nie było mi obce, była w nim moja ciocia. Mówię – była – bo zmarła przed kilkoma laty. Pracowała kilkanaście lat na misjach w Rwandzie i tam, po kilkudniowej chorobie, Pan zabrał ją niespodziewanie do siebie.

A jak było z Twoją decyzją?

No to jest w ogóle ciekawa historia. Mnie od dawna ciągnęło do zgromadzenia. Siedząc kiedyś w pracy przeglądałam strony internetowe zgromadzeń i wszędzie było napisane, że górną granicą wiekową dla kandydatki jest 30 lat. Ja miałam wtedy około 28 lat. Takie ciśnienie, taka presja jakaś się pojawiła, że trzeba coś z tym zrobić, bo za chwilę będzie za późno.

Czyli ta myśl o powołaniu zakonnym chodziła dłużej za Tobą?

Tak, tak, pierwsza myśl o tym, aby wybrać taką drogę pojawiła się po maturze. No, ale zaczęły się studia, praca, różne inne obowiązki….

Gdzie pracowałaś?

Aby odciążyć rodziców i stać się bardziej samodzielną, zaczęłam pracować już w czasie studiów. Najpierw w biurze poselskim jako asystentka posła, potem to były kancelarie prawne, kancelarie adwokackie. Tak było przez 3 - 4 lata. Ale ciągle czegoś szukałam. Niby miałam wszystko, co człowiekowi potrzebne do szczęścia, bo i dobrze płatną pracę i jakieś przyjaźnie, pojawiły się myśli o budowie domu, miałam już nawet projekt, zaczęłam załatwiać pierwsze formalności . . . I wtedy dostałam zaproszenie, aby pojechać z grupą ratowników do Włoch na obchody rocznicy bitwy pod Monte Cassino. W programie była też wizyta w Wiecznym Mieście. Podczas zwiedzania Watykanu otrzymaliśmy sporo czasu wolnego do własnej dyspozycji. Ja spędziłam prawie cały ten czas przy grobie Jana Pawła II. Prosiłam, aby coś zrobił, aby zabrał ode mnie te rozterki, niepokój, pomógł rozeznać i wybrać. To była wiosna, rok 2009.

A potem w sierpniu umiera ciocia, kilka miesięcy później umiera babcia, a potem wstępuję do zgromadzenia.

Śp. s. Maria - misjonarka, ciocia siostry Marty Jaki mogła mieć związek śmierć bliskich Ci osób z decyzją o wstąpieniu do zgromadzenia?

Przede wszystkim te wydarzenia spowodowały we mnie takie zatrzymanie się. Ja dotąd byłam człowiekiem w ciągłej akcji. Wychodziłam rano z domu, wracałam późnym wieczorem.

Cały dzień pracowałaś?

Nie, pracowałam do g. 17.00, ale potem były zawsze jakieś zajęcia: spotkania harcerskie, zbiórki ratownicze, spotkania ze znajomymi, treningi karate (dla sprawności fizycznej). Po odejściu tych dwóch drogich mi osób doświadczyłam mocno, że to wszystko jest bez większego sensu, że nie mogę tak dalej uciekać. Pogrzeby były też okazją do bliższych spotkań z siostrami z Mariówki, do nawiązania kontaktu i ożywienia pragnień oraz pytań o sens i o wybór drogi. Przyjechałam do Mariówki, aby się wyciszyć, ale szybko ten czas stał się czasem rozeznawania. Już po dwóch dniach zaczęłam się zastanawiać, w jaki sposób pozamykać swoje sprawy, aby wstąpić do zgromadzenia.

Chyba sporo było do pozamykania?

Sporo. Po pierwsze praca, ale z tym nie było problemu. Problem był gdzie indziej. Byłam wybrana komendantem hufca i moim zadaniem było organizować następny zjazd hufca. Żeby zrezygnować z tej funkcji musiałam znaleźć instruktorkę, która by zechciała dokończyć moją kadencję. Udało się.


 

Co było najtrudniej zostawić?
O, było tego dużo! To trudne pytanie….. Najbardziej trudno było zostawić ludzi – rodzinę, przyjaciół. Także swobodne korzystanie z telefonu komórkowego, internetu na czas formacji podstawowej, co było dotąd moją codziennością. No i własny samochód…

Miałaś swoją pasję życiową?

Zdecydowanie! To harcerstwo! A potem – w miarę jak się człowiek rozwija w harcerstwie wybiera coś swojego – wybrałam ratownictwo. Zawsze chciałam służyć innym. Zresztą, wybierając administrację, jako kierunek studiów, kierowałam się tym samym, uważałam, że tak można służyć ludziom.

Szukałaś informacji o zgromadzeniach w internecie, nie mogłaś rozmawiać na ten temat z Twoją ciocią - misjonarką?

Rozmawiałam, kiedy przyjeżdżała na urlop. Ona chyba jednak nie bardzo wierzyła w autentyzm moich pragnień i predyspozycji… A gdy sugerowałam, że może i ja pojechałabym na misje, odpowiedziała mi kiedyś: „o, nie, Ciebie to by na pierwszym rogu zastrzelili… Ty za inteligentna jakaś jesteś”(śmiech). Innym razem na celowe pytanie o moje wstąpienie do zgromadzenia, poddała w wątpliwość to, że potrafiłabym zostawić te wszystkie sprawy, w które byłam zaangażowana.

Ciocia umiera, Ty jednak wstępujesz do zgromadzenia. Czy te Twoje pasje musiały umrzeć, czy też możesz je wpisać w realizację powołania zakonnego?

Oczywiście. Tu też chodzi o służbę. A wstępując do Służek, nie mam innego wyjścia, jak tylko służyć (uśmiech). Tym, co już potrafię, co umiem, co lubię, czego się jeszcze nauczę a przede wszystkim tym, co mi zostanie polecone.

Czy tak samo rozumiesz służbę dzisiaj, jak ją rozumiałaś przed wstąpieniem do zakonu?

Widzę różnicę. Tam, to była droga, którą ja sobie sama wybierałam a tutaj wiem, że nie są to moje „puste strzały”, ale robię to, czego chce Bóg. I za tym idę. Wtedy kierowały mną słowa z przyrzeczenia harcerskiego: nieść chętną pomoc bliźnim. One nadal mnie motywują, ale tu jest coś więcej. Tamtej służbie towarzyszyły często fajerwerki, tutaj rzeczy wydają się takie same a nawet mniejsze, proste, prozaiczne, ale dają głębsze poczucie sensu. Tam nagrodą była osobista satysfakcja, że pomagam ludziom, tutaj jest nią szczęście, że Jezus może przeze mnie obdarzać miłością – w słowie, w uśmiechu, w prostej czynności. Ciągle się tego uczę.

No właśnie, jak sobie radzi z wymogami życia zakonnego serce harcerki?

Początki były trudne. Harcerski hart pomaga, ale życie zakonne stawia większe wymagania. Życie zakonne nie jest dla mięczaków.

Czyli trzeba być siłaczem?

Nie, nie trzeba być siłaczem, ale chyba trzeba umieć pokonywać trudności i chcieć powstawać, ciągle na nowo podejmować drogę. I tak się rozwijać.

Jak zareagowali rodzice na Twoją decyzję?

Na początku trudno im było to przyjąć, bardzo trudno. Potrzebowali czasu na to, by ją zaakceptować. Byli totalnie zaskoczeni. Ale mogę powiedzieć, że doświadczyłam łaski Pana Boga zarówno w moim jak i w ich życiu i na dzień dzisiejszy rodzice przyjmują, akceptują moją decyzję i cieszą się z każdego naszego spotkania.

Chwała Panu! Rozumiem, że się zmieniły Twoje priorytety, marzenia?

Zdecydowanie! Kiedyś był ważny człowiek, dzisiaj jest ważny Pan Bóg a w Nim człowiek. Dzisiaj staram się patrzeć na życie inaczej, głębiej.

Co chciałabyś powiedzieć rodzicom, którzy są zszokowani tym, że ich dziecko wybiera życie zakonne?

To jest dobre pytanie. Chcę powiedzieć: drodzy rodzice, wasze dziecko was bardzo kocha, ale wybierając życie zakonne odczytuje to, do czego powołuje go Pan Bóg. To na tej drodze będzie szczęśliwe. Drodzy rodzice, jego powołanie jest darem także dla was.

A młodym ludziom, którzy na drodze realizacji powołania natrafiają na duże przeszkody, co powiesz?

Nie poddawajcie się. Dzieła Boże natrafiają na trudności. Warto je pokonywać. Pokonywane trudności nas rozwijają. Gdy ja myślę o Marcie sprzed pięciu lat i i o Marcie obecnej, to mam wrażenie, że pokonałam jakiś niewyobrażalny duchowy dystans.

Jako siostra zakonna, czym się zajmujesz?

Aktualnie rozpoczynam przygotowanie do podjęcia pracy w Stanach Zjednoczonych. Tam też mamy swoje wspólnoty. Powinnam się tam udać w najbliższym czasie.

Jakie uczucia Ci towarzyszą przy przyjęciu takiej decyzji? Pozostawiasz już nie tylko rodzinę, ale i Ojczyznę.

Nie jest to łatwe, ale….. No nie wiem, jest we mnie dużo wiary, optymizmu i niecierpliwości, żeby już spakować walizkę i pojechać. Jest we mnie całkowita zgoda, chociaż „nowe” nie jest wolne od obaw.

Co chciałabyś dodać od siebie czytelnikom tej naszej rozmowy?

Młodym ludziom - bo myślę, że przede wszystkim oni mogą to czytać, grzebiąc po różnych stronach internetowych tak, jak ja robiłam - co mogę powiedzieć…. Idźcie za głosem powołania nie zważając na spotykane trudności. Warto.

Rozmawiała: dw

 

Dom Generalny

Mariówka 3
26-400 PRZYSUCHA
tel. +48 48 675 17 28
 

Prowincja Płocka

Dom Prowincjalny
ul. Kościuszki 14
09- 402 PŁOCK
tel. +48 24 262 32 27

Prow. Sandomierska

Dom Prowincjalny
ul. Mickiewicza 7
27- 600 SANDOMIERZ
tel. +48 (15) 832 26 96
sanprow@poczta.onet.pl

Prowincja Siedlecka

Dom Prowincjalny
ul. Ogrodowa 16A
08-110 SIEDLCE
tel. +48 25 755 32 67
sluzki@sluzki.opoka.org.pl