1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Służyć swoją gotowością.

Siostra Zane, Łotyszka - nowicjuszka, do 2006 roku luteranka, absolwentka socjologii, z zamiłowania podróżnik.

 

Siostro Zane, co to znaczy, że jesteś nowicjuszką?

Nowicjat to etap formacji podstawowej w zgromadzeniu, dwuletni, przygotowujący do zakonnych ślubów. Jestem na drugim roku nowicjatu.

To znaczy, że już blisko kolejnej decyzji….

Tak, jeszcze tylko kilka miesięcy i – mam nadzieję – złożyć pierwsze zakonne śluby.

Jak Ty znalazłaś taką małą miejscowość w Polsce, Mariówkę? Pewnie zanim o niej usłyszałaś, to znalazłaś siostry służki w Rydze?

Tak. Ale zanim znalazłam siostry w Rydze, to znalazłam kościół katolicki, bo jako dziecko przyjęłam chrzest w kościele luterańskim. Moja rodzina nie była aż tak bardzo praktykująca. Chodziliśmy do kościoła raz w roku, na Boże Narodzenie. Przynajmniej dopóki mama żyła. Mama była całym moim światem, można powiedzieć, że zastępowała mi Boga. Gdy miałam osiem lat, mama zachorowała na raka i pięć lat później zmarła. Mój świat mi się zawalił. Czułam straszną pustkę. Miałam wtedy zaledwie 13 lat.

Jak sobie poradziłaś po odejściu ukochanej mamy?

Jak już powiedziałam, miałam w sercu straszną pustkę. Przez 10 lat szukałam sposobu, jakby ją zapełnić. Szukałam na różnych drogach, dobrych i niedobrych. Jednak nic mnie nie mogło nasycić. Gdy byłam na trzecim roku studiów, nie mogąc sobie dać z tym wszystkim rady, postanowiłam je przerwać i uciec od wszystkiego, aby żyć tak, jak ja chcę. Wzięłam dziekankę i pojechałam do Danii. Pracowałam tam, jako pomoc domowa.

Jak wspominasz ten pobyt?

Było mi tam bardzo dobrze. Rodzina, u której pracowałam, bardzo zamożna, proponowała mi nawet abym została i tam skończyła studia. Kiedyś myślałam, że jak będę bogata, to będę szczęśliwa. Teraz to zaczynało być rzeczywistością. Mogłam mieć dom, pracę, studia, pieniądze. Ale pustka nie mijała, nawet zaczęła mi dokuczać depresja. No i, jeżeli wcześniej było we mnie jakiekolwiek poszukiwanie Boga, teraz wszystko się skończyło.

Podjęłaś studia w Danii?

Nie, nie, po roku wróciłam na Łotwę, tu chciałam dokończyć przerwane studia.

I co było dalej?

Zamieszkałam w akademiku. Kontynuowłam studia, ale byłam załamana, nie chciało mi się żyć. Nie widziałam sensu takiego życia, jakim żyłam. Męczyło mnie wciąż pytanie, dlaczego nie czuję się szczęśliwa. Zauważyła mój stan koleżanka z akademika, katoliczka, i zapytała: Zane, co ci jest? Gdy nie usłyszała odpowiedzi, zapytała: Zane, mogę się za Ciebie pomodlić? Odpowiedzialam: a już rób, co chesz, możesz się i pomodlić. I wtedy ona położyła na mnie ręce i pomodliła się w ciszy. A ze mną stało się wtedy coś takiego, że poczułam wewnętrzną lekkość. Wkrótce zauważyli moją zmianę także inni studenci i pytali, Zane, co się stało, zakochałaś się czy co? Nie mogłam im wówczas tak po prostu powiedzieć: wiecie, ona się za mnie pomodliła i dlatego tak się dzisiaj czuję.

To ciekawe, że moja koleżanka nic nie mówiła, nie przekonywała mnie, że Bóg mnie kocha, po prostu się pomodliła. Ale któregoś kolejnego dnia zapytała: Zane, nie chciałabyś przyjść do naszego kościoła? Miało być spotkanie młodzieży. Poszłam z nią. W czasie podniesienia podczas Eucharystii poczułam, jak mnie ogarnia jakaś wielka miłość, jakby ktoś przytulał mnie do siebie. Ja nie rozumiałam jeszcze, że to jest Pan. Zaczęłam płakać i płakać, dawno tak nie płakałam. Zrozumiałam, że to jest właśnie ta miłość, której szukałam tak długo. Potem mi wytłumaczono, że Eucharystia to jest Jezus…


 

A potem?

Potem moja koleżanka zaproponowała mi, aby kapłan pomodlił się nade mną modlitwą o uwolnienie. Przestraszyłam się. O co jej chodzi? Powiedziała mi, żebym się nie bała, trzeba tylko wypowiedzieć to, od czego potrzebuję uwolnienia. To był dla mnie koszmar! Ja mam komuś powiedzieć o tym, że mam w sobie gniew, albo, że chodziłam do wróżek !!!! Przełamałam się jednak. Po modlitwie kapłana czułam, niemal fizycznie, że spada ze mnie kamień. Poczułam niesamowitą lekkość i tak, jakby ta miłość, którą odczułam wcześniej na Eucharystii, wypełniała teraz powoli moje uwolnione wnętrze. Stopniowo nastąpiło też w moim życiu wiele odkryć: że istnieje Duch Święty, że jest przebaczenie, sakrament pokuty no i, że jest ktoś taki jak Matka Boża, którą dotąd traktowałam jak postać z bajki.

Czy to był właśnie moment przejścia do Kościoła Katolickiego?

Nie, nie. Byłam wciąż luteranką. I to było powodem mojego cierpienia, bo odkryłam właśnie Boga żywego w Kościele Katolickim, a nie mogłam do końca uczestniczyć we wszystkim, nie mogłam się np. spowiadać, przyjmować Komunii Świętej. Chodziłam tylko na rozmowy duchowe.

Nie mogłaś złożyć wyznania wiary?

Mogłam, ale chodziło o to, żeby to nie była decyzja pochopna. Teraz było mi dobrze, z tymi konkretnymi ludźmi, ale co będzie w innej wspólnocie? Wybieram kościół katolicki, czy tylko tych konkretnych ludzi? Tego jeszcze nie wiedziałam. Tak się „męczyłam” przez rok. Pamiętam, że na rekolekcjach, podczas modlitwy o rozeznanie, usłyszałam w duszy jakby słowa Jezusa: Ty będziesz w Kościele Katolickim powszechnym. I rzeczywiście, wkrótce, już bez obaw, złożyłam wyznanie wiary.

To było w Rydze?

Tak, u sióstr karmelitanek. Bardzo chciałam, aby ta uroczystość była podniosła, chciałam się ubrać na tę okoliczność jak najpiękniej. Wypadło inaczej. Postanowiono, że to wyznanie wiary nastąpi pod koniec kilkudniowych rekolekcji a ja nie miałam ze sobą tych upragnionych świątecznych ubrań. Zwierzyłam się ze swego zmartwienia księdzu, który nam towarzyszył a on… przyniósł mi pelerynę siostry karmelitanki. Zostałam okryta jak płaszczem! Po wyznaniu wiary poczułam się jak mała rybka wypuszczona ze słoika, która ma teraz przed sobą cały ocean. Ta głębia teraz należy do mnie, te wszystkie skarby Kościoła - myślałam !!! Wreszcie miałam poczucie, że jestem w domu! Dotarłam do celu!

Ale Twoje życie pokazuje, że tutaj jednak nie skończyłaś podróży?

Tak, szukałam dalej. Bardzo chciałam mieć męża. Moja koleżanka chciała iść do klasztoru a ja założyć rodzinę. Ostatecznie stało się dokładnie odwrotnie (śmiech).

Szukałaś męża? Jak?

Ja modliłam się do św. Józefa o dobrego męża a moja koleżanka ciągle mówiła i mówiła o wspólnocie. Ja sobie myślałam, jaka tam wspólnota, o czym ona mówi!? Ale chyba mnie w końcu zaraziła. Z czasem zaczęłam się bowiem modlić … o wolę Bożą.

Zane, ale zanim poszłaś za odkrytą wolą Bożą, to jeszcze trochę podróżowałaś, prawda?

Tak, w części za pracą, ale nie tylko. Pracowałam w Anglii w fabryce, robiłam smaczne ciasteczka. Byłam też we Francji we wspólnocie Chemin neuf ( to było na etapie szukania wspólnoty), ale szybko odkryłam, że to nie jest moja wspólnota. A inne podróże?.... Chyba łatwiej mi powiedzieć, gdzie nie byłam (śmiech).

Zawsze chcialam pojechać do Asyżu. Prosiłam: św. Franciszku, zaproś mnie do Asyżu. No i byłam tam dwukrotnie. A w Asyżu znowu prosiłam: Franciszku, skoro było możliwe, żebym przyjechała do Asyżu, to zrób coś, żebym pojechała i do Ziemi Świętej. Udało się.

Ciekawa ta Twoja znajomość ze św. Franciszkiem z Asyżu!? O co go jeszcze prosiłaś?

Będąc już w kościele katolickim prosiłam go, aby był moim patronem. Dzisiaj jestem przekonana, że to on doprowadził mnie do zgromadzenia o duchowości franciszkańskiej.

A jeśli chodzi o podróżowanie, to byłam pewnie około dziesięć razy w Medjugorie, nawet mieszkałam tam jakiś czas. Wcześniej, przez trzy lata mieszkałam w Polsce.


 

No właśnie, jak to się stało?

To było po skończeniu studiów. Moja koleżanka – ta ze studiów - miała narzeczonego w Polsce i chciała być bliżej niego. Znalazła możliwość pracy jako wolontariuszka przy niepełnosprawnych dzieciach i miała tam pojechać. Nagle napisała do mnie list: wiesz, zmieniłam zdanie, może Ty chcesz pojechać zamiast mnie. Masz trzy dni na odpowiedź.

Nie chciałam przez ten wyjazd tracić kolejnego roku w moim życiu. Zaczęłam rozeznawać. Modlę się więc jeden dzień. Nic. Drugi dzień. Nic. Trzeciego dnia natrafiłam w pewnej książce na zdanie, które mówiło o tym, że każde życie ma sens, także chorych i niepełnosprawnych. My mamy ofiarować swoje życie dla nich. Po tych słowach ogarnął mnie taki spokój, że nie miałam wątpliwości, iż ten wyjazd do Polski jest wolą Bożą, a zależało mi przecież na tym, by ją pełnić. W tej decyzji poparł mnie jedynie mój ojciec duchowny. Inni nie rozumieli. Pojechałam. Spędziłam w Polsce trzy lata.

Spotkałam tam pewnego księdza, który kiedyś zapytał mnie: Zane, a Ty myślałaś kiedyś o zakonie? Odpowiedziałam, że, owszem, jestem otwarta i na to. Bo wiesz – mówi – gdy cię pierwszy raz zobaczyłem, od razu pomyślałem - to jest dusza zakonna. Przypominał mi o tym jeszcze kilkakrotnie, mówił nawet do koleżanek: ona ma powołanie, tylko jeszcze tego nie rozumie. Trochę mnie męczyła taka presja. Zorientowałam się, że zaczęłam więcej myśleć o tym czy mam powołanie niż o samej relacji z Bogiem. I wtedy przyszła propozycja zamieszkania przez rok w Medjugorie. To było wspaniałe! Najpierw pojechałam tylko na miesiąc. Pobyt w Medjugorie zaowocował tym, że dojrzała we mnie decyzja życia w czystości. Na odczuwalne w sercu zaproszenie powiedziałam: Jezu chcę, abyś przez moje czyste serce był obecny w tym świecie. Poczułam też, że od odkrycia mojego powołania dzieli mnie jedynie zasłona …. Nie zostałam w Medjugorie na cały rok.

To znaczy, że już wtedy podjęłaś ostateczną decyzję?

Jeszcze nie. Jeszcze raz była praca w Anglii. Tym razem przy owocach – najpierw fizyczna, potem przy kontroli jakości. I tam mnie Pan Bóg „złapał”.

Jak to, Cię złapał?

Wzięłam udział w rekolekcjach dla kobiet. Szczerze mówiąc, styl w jakim przebiegały, raczej mnie drażnił. Pomyślałam, to ja płacę za kilka dni całą moją miesięczną pensję a tu nic się nie dzieje! Nic do mnie nie trafiało. Ale tam właśnie, w domu rekolekcyjnym, na moich drzwiach był biblijny napis: Duch i Oblubienica mówią przyjdź. Intrygował mnie. A w duszy usłyszałam: Będziesz świadkiem mojej miłości w świecie. Bóg dał mi wówczas taką łaskę, że już podczas adoracji mogłam powiedzieć: zostawiam wszystko, chcę mieć tylko Jezusa. A Słowo Boże, w którym wciąż szukałam światła, dopowiedziało tego dnia: Żniwo wielkie a robotników mało. Już nie miałam wątpliwości, co mam czynić. Zostało tylko jedno pytanie, gdzie?

Jaki GPS wskazał Ci drogę?

Od pięciu lat mieszkałam poza Łotwą, ale narastało pragnienie powrotu do ojczyzny. Czułam, że Pan tego chce, ale nie wiedziałam, po co ja mam tam wracać. W kraju zaczęłam rozglądać się za jakimś zgromadzeniem, szukać. Natrafiłam na zdjęcie s. Inese i stronę internetową sióstr służek w Rydze. Pomyślałam, hm, służki Niepokalnej, brzmi nieźle. Na drugi dzień Pan dał mi Słowo; Kto chce być pierwszym, niech będzie sługą. Pomyślałam: służki Niepokalanej zapewne żyją właśnie tym słowem... Na drugi dzień w kościele usłyszałam słowa pieśni (prosząc uprzednio w modlitwie, aby Pan dał mi przez nią odpowiedź): pozwól mi być Twoim sługą. Napisałam o tym wszystkim mojemu ojcu duchownemu oczekując jego opinii. Odpisał: czego Ty jeszcze potrzebujesz, żeby iść do tych Służek, potwierdzenia z Watykanu?

Czy on znał te siostry?

Tak, znał, wspominał mi o nich wcześniej, proponował poznanie ich, ale też nigdy nie naciskał. Bez habitu – myślałam wtedy? Nie, nie, nie! Widocznie wtedy było jeszcze dla mnie za wcześnie.

Gdy zostałam w końcu przyjęta do zgromadzenia, doświadczyłam znowu poczucia: ja jestem w domu! Odszedł ode mnie niepokój, który dotąd przynaglał mnie by wciąż gdzieś jechać. Lubię nadal podróżować, ale to już nie to.

Nowicjat, to dwa lata w jednym miejscu. Można tak wytrwać?

Nie mogłam sobie na początku tego wyobrazić. Dla mnie w jednym kraju posiedzieć rok było trudno, a tu dwa lata w jednym domu !!! Ale jestem! Dla mnie to też dowód na to, że jestem w domu, że Pan daje mi łaskę i pewność, że to jest to. Jestem przekonana, że to jest to.

Czy już w ogóle nie będziesz podróżować?

To już zależy od Boga. Ja lubię podróżować, chciałabym, ale nie mam tego niepokoju, że muszę.

Czas nowicjatu, to czas intensywnej formacji, czas przygotowania do życia ślubami – czystości, ubósta i posłuszeństwa, które nastąpi po tym okresie. Na pewno przeżywając formację, wybiegasz też myślami w przyszłość. Znasz realia życia na Łotwie, znasz swoje talenty i charyzmat zgromadzenia. Czy masz jakieś myśli, pragnienia, światło, w jaki sposób mogłabyś realizować swoje powołanie?

No, coś tam mam. Zawsze miałam takie pragnienie, aby w jakiś sposób dzielić się z ludźmi doświadczeniem Boga. Na Łotwie np. siostry prowadzą grupy Samuela, są zapraszane w różne środowiska. Myślę, że będę mogła wpisać w misje zgromadzenia swoje talenty i pragnienia. Gdy pytałam siebie, czym chcę służyć, to przychodziła mi jedna myśl, że chcę służyć swoją gotowością, gotowością pójścia tam, gdzie Bóg zaprasza – przez przełożonych, przez głos Koscioła, potrzebujących ludzi.

Podczas formacji w Nowicjacie odkryłam, że pewne czynności, których nie tylko nie umiałam, ale przed którymi się broniłam nie wierząc, że potrafię je wykonać, okazały się możliwe. Więcej, nawet chyba nieźle mi idą. Taką siłę ma dla mnie posłuszeństwo. Pamiętam, że otrzymałam kiedyś pewną pracę, trudną dla mnie. Szukałam światła w Słowie Bożym. Pan odpowiedział słowami: Starajcie się wejść przez ciasną bramę a znajdziecie życie ... To było takie: hej, Zane, jesteś zbuntowana, nie chesz przejść przez te ciasne drzwi! Jeżeli będziesz gotowa przejść przez to wymaganie, znajdziesz życie! Zaryzykowałam. Poszło.

Czyli bywa czasem trudno?

Po kilku miesiącach nowicjatu, s. Inese zapytała mnie: Zane, jak się czujesz? Odpowiedziałam: gdy żelazo jest między młotem a kowadłem, nie pytaj, jak się czuje. Wiem, że trzeba zawsze patrzeć na cel, na owoc tego, co się wydarza, np. że z tej pracy kowala powstanie … pług.


 

Można tak powiedzieć, że Twoje zamiłowanie do podróżowania Pan Bóg przenosi w sferę duchową? Gotowość do drogi! Bóg może Cię poprowadzić w miejsca nieoczekiwane.

Ja też tak myślę. Ale wiem, że Pan Bóg nie zawodzi. Nie dlatego tak mówię, że wszyscy tak mówią, albo że Kościół tak mówi. To jest moje doświadczenie, że Bóg, jeśli zaprasza, to nie zawodzi. Nawet w takiej prostej codzienności. Ja nie muszę rozumieć wszystkiego, ale wiem, że na pewno nie zawodzi.

Czy nie powraca Ci czasem pragnienie powrotu do wcześniejszego życia?

Absolutnie nie. W tym punkcie mojego życia jestem przekonana, że jestem w miejscu, do którego Pan Bóg mnie powołał i nie mam co do tego żadnej wątpliwości. A poza tym życie jest strasznie krótkie. Już dawno dał mi Pan Bóg łaskę zrozumienia (chyba jeszcze w Anglii), że nie można tego życia tylko „przepracować” od świtu do nocy. Nie chcę oddawać swojego życia dla tego, co nie jest Jezusem.

Co chciałabyś powiedzieć młodym osobom, które poszukują sensu życia?

To, co powiedział św. Jan Paweł II: Nie bójcie się otworzyć drzwi Chrystusowi! Decyzja wyboru drogi może nie być łatwa. Ale każda decyzja, która jest życiowo ważna, nie jest wolna od wewnętrznej walki. Nigdy.

A co chciałabyś powiedzieć rodzicom tych młodych ludzi, którzy słyszą w sobie powołujący głos Boga?

To jest sprawdzian miłości, czy pozwolisz odejść Twojemu dziecku, czy też koniecznie musisz go zatrzymać. I niech błogosławią swoje dzieci, aby nie dodawać cierpienia do tego, które już jes,t zrodzone z wewnętrznej walki. Zwłaszcza, że świat też nie pomaga w wyborze.

Pamiętam moją walkę.  Było to tak. Od 18 roku życia praktycznie nie mieszkałam w domu rodzinnym i nie za bardzo interesowałam się, co się tam dzieje. A gdy stanęłam przed decyzją wstąpienia do zgromadzenia, wyrosła przeszkoda: ja nie mogę zostawić taty !!!!! Prawie 20 lat byłam poza domem a tu nagle taki argument: nie mogę !!!!!! Doświadczyłam ogromnej walki, prawie uwierzyłam, że muszę zostać. Znowu pomogło mi Słowo Boże: Jeśli kto che pójść za mną, niech bierze swój krzyż …… Jezus nie mówi, musisz iść, ale jeżeli chcesz. Otrzymałam światło, że przeciwności zawsze jakieś będą. Jak nie te, to inne.

Zostawili sieci i poszli za Nim (Mk 1, 18)

 

 

Zane, z Twojego doświadczenia wynika, że ważne jest szukanie światła w Słowie Bożym, ale też ważne jest towarzyszenie duchowe, pytanie o radę osób bardziej doświadczonych na drodze duchowej. Tak trzymać, s. Zane! Niech Pan Cię błogosławi w Twojej  g o t o w o ś c i.

Rozmawiała: dw

A może i Ty pragniesz się podzielić drogą, jaką prowadzi Ciebie Pan? A może chcesz się podzielić dobrem posługi sióstr? Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript., proszę. Dobro dzielone wzrasta!

Dom Generalny

Mariówka 3
26-400 PRZYSUCHA
tel. +48 48 675 17 28
 

Prowincja Płocka

Dom Prowincjalny
ul. Kościuszki 14
09- 402 PŁOCK
tel. +48 24 262 32 27

Prow. Sandomierska

Dom Prowincjalny
ul. Mickiewicza 7
27- 600 SANDOMIERZ
tel. +48 (15) 832 26 96
sanprow@poczta.onet.pl

Prowincja Siedlecka

Dom Prowincjalny
ul. Ogrodowa 16A
08-110 SIEDLCE
tel. +48 25 755 32 67
sluzki@sluzki.opoka.org.pl