1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

UWIZEYIMANA - ten, który ufa Bogu.

Siostra Françoise, Rwandyjka, w 2013 roku złożyła zakonne śluby wieczyste, studiuje duchowość franciszkańską na Papieskim Uniwersytecie Antonianum w Rzymie.

 

Siostro Franciszko, pochodzisz z małego afrykańskiego kraju, jesteś członkinią zgromadzenia Sióstr Służek założonego w Polsce a studiujesz w Rzymie. Zapewne droga Twojego życia i powołania musi być bardzo bogata w wydarzenia. Czy mogłabyś odsłonić przed nami chociaż niektóre z nich?

Urodziłam się w Rwandzie. Jestem najstarszym dzieckiem moich rodziców. Mam dwie młodsze siostry. Historia mojego życia to jedna wielka tajemnica Bożego działania. Moja mama miała problemy zdrowotne. Zanim ja przyszłam na świat ( a urodziłam się w siódmym miesiącu !!!), mama miała kilka samoistnych poronień. Ja urodziłam się w domu, ponieważ mój ojciec mówił: straciłem w szpitalu już troje dzieci, wystarczy. Po urodzeniu włożono wcześniaka do tekturowego pudełka i okryto dużą ilością ubrań, żeby mnie chronić od zimna. W tym „inkubatorze” mieszkałam przez 2 miesiące. To było cudem, że przeżyłam.

Twoje imię Franciszka jest imieniem otrzymanym na chrzcie świętym, ale masz też imię rwandyjskie – UWIZEYIMANA. Co ono oznacza?

Nadawać imię dziecku czy nadawać imiona jakimś ważnym rzeczom jest w naszej tradycji bardzo ważne, jest to jakby nadawanie, określanie tożsamości tego, kogo (albo co) się nazywa. Imiona nadawane dziecku składają się z dwóch części. Jedna odnosi się do Boga, a druga do dziecka, do okoliczności jego urodzenia, itp. Moje imię ma następujące znaczenie: U – osoba; wizeye - pochodzi od czasownika ‘pokładać nadzieję’; Imana – Bóg. Tak więc, UWIZEYIMANA oznacza tego, kto pokłada nadzieję w Bogu.

Piękne znaczenie - życzenie i program życia jednocześnie. Takie Twoje motto życiowe.

Tak, to prawda. Urodziłam się w rodzinie katolickiej. To mnie nauczyło stawiać Boga na pierwszym miejscu w moim życiu i w Nim pokładać nadzieję. Jako dziecko wzrastałam pośród „tysiąca wzgórz” mojego pięknego kraju. Nic nie zakłócało radosnej codzienności. Bawiliśmy się każdego dnia w środku wioski, uczęszczaliśmy do szkoły (bardzo to lubiłam), przyjaźniliśmy się wszyscy.

Moja ciocia, starsza ode mnie o 15 lat, była moją przyjaciółką od pierwszych lat życia, uczyła mnie mówić, prowadziła do kościoła, który znajdował się w wiosce, opiekowała się mną. Bardzo się lubiłyśmy.

Jest u nas zwyczaj, że w każdą niedzielę spotyka się 15 rodzin u jednej z nich, aby modlić się na różańcu i dzielić się Słowem Bożym zasłyszanym w kościele, po to, by żyć nim w ciągu tygodnia. Nauczyłam się tego już od dziecka. Moim pragnieniem w dzieciństwie było zostać księdzem i głosić innym słowo Boże. Nie wiedziałam jeszcze, że jednak nie mogę.

W trzynastym roku życia przeczytałam książkę o św. Franciszku z Asyżu. Jego osoba zrobiła na mnie ogromne wrażenie, chciałam być do niego podobna. Wyobrażałam sobie całą historię i geografię miejsc, w których przebywał św. Franciszek. Od tamtego momentu wraz z grupą młodzieży zaczęliśmy odwiedzać chorych w szpitalu, modlić się z nimi, pomagać im, na ile potrafiliśmy. Już wtedy zapragnęłam pojechać kiedyś do Asyżu. Pewnej nocy miałam sen, w którym jakiś głos mnie zapewniał: „Bądź spokojna, nie umrzesz zanim nie zobaczysz Asyżu”. Pamięć tego snu nosiłam w sobie, jako drogie wspomnienie. Opowiadałam o nim. Jedni wierzyli, inni nie.

Piękne pragnienia i piękne wspomnienia pomimo tego, że życie Twoje było bardzo proste. Czy nie zostały one zakłócone przez działania wojenne, które odbiły się głośnym echem w całym świecie, również u nas w Polsce?

O, tak. Niestety. Przyszedł rok 1994. Wszystko to zostało zniszczone. W kwietniu zaczęło się ludobójstwo. Bywało, że wpadano do domów nocą, mordowano całą rodzinę, zabierano zwierzęta i rzeczy, które znajdowano w domu. Z obawy przed śmiercią ludzie często spali na zewnątrz, pośród drzew bananowych.

Czy mogłabyś się podzielić z nami tym, co Ty sama przeżyłaś w te straszne dni?

To będzie dla mnie trudne, ale spróbuję. Miałam wtedy 16 lat. W sierpniu moja ciocia, która spodziewała się dziecka, postanowiła wraz z mężem i wieloma innymi ludźmi, uciec do Konga. Poszłam z nimi, żeby być dla nich pomocą. Po dwóch tygodniach dotarliśmy do Konga i tam znaleźliśmy schronienie w obozie dla uchodźców. W międzyczasie zmarła moja ciocia zostawiając pod moją opieką dwumiesięczne dziecko. Ponieważ z czasem moje relacje z mężem zmarłej siostry się pogorszyły, postanowiłam udać się do innego obozu dla uchodźców, w którym była inna siostra mojej mamy.

Po całym dniu podróży przez puszczę dotarłam do celu. Straż obozowa, obawiając się, że mogę być szpiegiem, nie dawała wiary moim słowom, że przyszłam do mojej cioci, nie chciała mnie wpuścić do obozu a nawet groziła rozstrzelaniem. Dopiero jeden z żołnierzy zaproponował: Poczekajcie, pomogę jej. Pójdziemy razem. Jeśli nie znajdzie swoich, możecie zrobić z nią, co chcecie. Weszliśmy do obozu. Po pół godzinie odnalazłam znajomego z mojej wsi a on zaprowadził nas do cioci.

Po tym traumatycznym przeżyciu nie mogłam spać przez trzy doby, nie mogłam nic jeść, tylko płakałam i płakałam. Jedynie woda podtrzymywała moje życie.

To rzeczywiście straszne. A jak wyglądało życie w obozie dla uchodźców?

Nie cierpieliśmy głodu. Organizacja PAM i inne, przychodziły nam z pomocą. To, co sprawiało nam dotkliwy ból, to wieści, jakie dochodziły z Rwandy – coraz więcej było zabitych ….. Nie mieliśmy pojęcia, co się dzieje z naszymi rodzinami.

Dom Generalny

Mariówka 3
26-400 PRZYSUCHA
tel. +48 48 675 17 28
 

Prowincja Płocka

Dom Prowincjalny
ul. Kościuszki 14
09- 402 PŁOCK
tel. +48 24 262 32 27

Prow. Sandomierska

Dom Prowincjalny
ul. Mickiewicza 7
27- 600 SANDOMIERZ
tel. +48 (15) 832 26 96
sanprow@poczta.onet.pl

Prowincja Siedlecka

Dom Prowincjalny
ul. Ogrodowa 16A
08-110 SIEDLCE
tel. +48 25 755 32 67
sluzki@sluzki.opoka.org.pl