1. Skip to Menu
  2. Skip to Content
  3. Skip to Footer

Zainwestować w Miłość

Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie.(...) Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, (...). Iz 42,1a.6a

 

 

 

Mam na imię Agata. Od września 2001 roku rozpoczęła się moja wędrówka drogą powołania zakonnego.

Jako mała dziewczynka mówiłam, że w przyszłości będę księżynką, to chyba dlatego, że osoba kapłana była dla mnie pewnym autorytetem i kimś godnym naśladowania. A sióstr zakonnych nie znałam żadnych, więc ksiądz w rodzaju żeńskim, to księżynka.

W ósmej klasie szkoły podstawowej poznałam siostry służki (które pracowały w mojej parafii), ale nie myślałam o tym Zgromadzeniu, jeśli już, to o jakimś habitowym. W czasie szkoły średniej (technikum budowlanego)udzielałam się we wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym, a w trzeciej klasie gotowa byłam rzucić szkołę, by iść do zakonu. Miałam przyjaciela, któremu o tym powiedziałam, choć nie był on zbyt "kościołowy", to poradził mi, żebym poczekała i skończyła szkołę, a po maturze to nawet i on się zgodzi na ten mój wybór (o ile nie przejdzie mi do tego czasu). W tym też czasie pojechałam na rekolekcje do sióstr (habitowych oczywiście) i po tym doświadczeniu stwierdziłam, że się nie nadaję. Zobaczyłam bardzo piękny " świat" i siostry- prawie ideał i uznałam, że to nie dla mnie...

Spokojnie więc kontynuowałam naukę. Czasem tylko żartowałam sobie, i kiedy ktoś mnie pytał co będę robić po maturze, to mówiłam, że pójdę do zakonu. Oczywiście nikt mi nie wierzył, ja sama chyba też...

Z koleżanką złożyłyśmy dokumenty na studia a potem pojechałam na dwa tygodnie rekolekcji ignacjańskich do SS. Zawierzanek. Po pierwszym tygodniu wiedziałam, że nie zacznę tych studiów, tylko rzeczywiście pójdę do zakonu, a pod koniec drugiego tygodnia (po kilku dniach wertowania leksykonu zakonów w Polsce) Pan dał mi światło i zrozumiałam, że to nie habit czyni zakonnicą i przecież mam siostry "na wyciągnięcie ręki", czyli SS. Służki. Pokój jakiego wtedy doświadczyłam był dla mnie gwarantem, że to dobra decyzja. Jedyne co jeszcze mnie trochę niepokoiło, to te dokumenty złożone na studia, no i co ja powiem Rodzicom... Jakież było moje zaskoczenie (a jednocześnie odczytywałam to jako kolejny znak od Boga) gdy po powrocie do domu otrzymałam list z uczelni, że kierunek, który sobie wybrałam nie ruszy z powodu małej liczby zgłoszonych chętnych. Później, to już wszystko szybko się potoczyło i w ciągu półtora tygodnia trafiłam do domu zakonnego w Łomży.

Jaka była reakcja ludzi? Chyba różna. Mama ze wzruszeniem, Tato niepogodzony, ale to z zaskoczenia bo się nie spodziewał (ale dość szybko się pogodził i wiem, że się cieszy). Siostra wspierała mnie od początku (zresztą jako pierwsza dowiedziała się o mojej decyzji), a Brat to już po wszystkim się dowiedział, bo mieszkał już poza domem rodzinnym. Wśród znajomych raczej zaskoczenie i zdziwienie..." odbiło jej", "a jednak...", " niemożliwe "- to niektóre z komentarzy, jakie do mnie dotarły...

Ponad czternaście lat na tej drodze, to nie tak strasznie dużo, ale też nie mało... Już wiem z własnego doświadczenia (a nie tylko z teorii książkowej), że decyzję raz podjętą trzeba nieustannie ponawiać i walczyć o wierność! Ale nigdy samemu, bo się nie uda... To Ten Który powołuje, według swojej logiki (która nijak się ma do ludzkiej), to Bóg chce dokonywać wszystkiego w moim życiu, trzeba tylko bym na to Jemu pozwoliła. To niesamowite, bo zdarzają się sytuacje, spotykam ludzi i wiem, że to nie przypadek, ale kawałek Bożego planu... Czasem tak autentycznie szkoda mi ludzi, którzy nie wiedzą co mają w życiu robić, jaką drogą powołania iść - a przynajmniej tak mówią... Nie wierzę, że nie mają gdzieś w sercu pragnienia, jakiegoś planu, iskry...trzeba tylko odwagi i ryzyka. Pomimo, że czasem to dużo kosztuje, po ludzku ponosi się stratę, to w sercu jest radość, pokój i pewność, że warto, bo jest to stawanie się człowiekiem szczęśliwym.

To, że nie noszę habitu, jest dla mnie niesamowitym darem i sposobnością do bycia takim pewnym "znakiem zapytania" dla spotkanych ludzi... Miałam okazję doświadczyć, jak rozmowa "z równym" mi człowiekiem ("bo zakonnica czy ksiądz to muszą tak, a nie inaczej mówić"...) potrafi sprawić refleksję, czasem ostrą dyskusję, ale na koniec zmianę myślenia, postępowania...

To co ostatnio jakoś mnie mocno dotyka, raduje, ale też zobowiązuje, to to, że mój Oblubieniec nigdy mnie nie zdradzi! Jedynie ja mogę okazać się Jemu niewierna..., ale pomimo wszystko On zawsze będzie czekał na mój powrót, Jego miłość zawsze gotowa mnie przytulić do serca! Czy to nie najlepszy powód, żeby w taką Miłość zainwestować?

Dom Generalny

Mariówka 3
26-400 PRZYSUCHA
tel. +48 48 675 17 28
 

Prowincja Płocka

Dom Prowincjalny
ul. Kościuszki 14
09- 402 PŁOCK
tel. +48 24 262 32 27

Prow. Sandomierska

Dom Prowincjalny
ul. Mickiewicza 7
27- 600 SANDOMIERZ
tel. +48 (15) 832 26 96
sanprow@poczta.onet.pl

Prowincja Siedlecka

Dom Prowincjalny
ul. Ogrodowa 16A
08-110 SIEDLCE
tel. +48 25 755 32 67
sluzki@sluzki.opoka.org.pl