Jaki wpływ miały te wydarzenia na Twój wybór drogi życia zakonnego? Kiedy poczułaś głos powołania? Jak znalazłaś siostry służki?
Po powrocie w domu zastałam mamę i siostrę ale nie było ojca. Został oskarżony o udział w ludobójstwie i aresztowany. Nie mogłam tego zrozumieć. Ale wówczas wystarczyło domniemanie udziału w ludobójstwie aby być osadzonym w więzieniu.
Pozostałam najpierw przy mamie aby pomóc jej uprawiać pole i zdobywać żywność, także dla ojca, którego odwiedzałam co tydzień zanosząc mu jedzenie do więzienia. Uczestniczyłam też czynnie w życiu parafii, byłam sekretarką Legionu Maryi i śpiewałam w chórze. Zapatrzona wciąż w św. Franciszka, znalazłam dwoje dzieci sierot, ktróym pomogałam zdobywać jedzenie, ubranie i pieniądze na szkołę. Już wiedziłam, że księdzem zostać nie mogę a siostrą zakonną narazie nie myślałam.
Znałam wówczas tylko jedno zgromadzenie pracujące blisko parafii – “Abenebikira” – ale nie pociągało mnie ono. Pragnienie oddania życia Bogu jednak powoli się klarowało. W 1999 roku napisałam list do innego zgromadzenia, też rwandyjskiego. Nawet pojechałam tam, ale nie czułam się dobrze i po trzech dniach wróciłam. W roku 2001 napisałam list do sióstr naszego zgromadzenia. Zostałam zaproszona najpierw na trzy dni a potem pojechałam na pół roku. Nasze zgromadzenie poznałam ze spisu zgromadzeń, jakie są w Rwandzie. Podobało mi się z trzech powodów: – siostry nie nosiły habitu zakonnego, żyły bardzo blisko ludzi ubogich pomagając im nie tylko materialnie ale i duchowo, chciałam w ten sposób zrealizować moje powołanie.
Co na to rodzina?
Na początku moja mama sie nie zgadzała. Bardzo chciała abym wyszła za mąż. Ja w końcu powiedziałam: mamo, jeżeli chcesz, żebym została, zostanę, ale nigdy za mąż nie wyjdę. Pomyślałam, że w taki własnie sposób będę służyć Bogu. W końcu mama sie zgodziła i powiedziała: dziecko, jeżeli takie czujesz powołanie, to idź. Jesteś wolna. I mi pobłogosławiła. Ojciec był wciąż w więzieniu, ale nie stawiał mi przeszkód.
Czy ojciec nadal jest w więzieniu?
Nie, już wrócił do domu. Razem z mamą i najbliższą rodziną mógł też uczestniczyć w moich wieczystych zaślubinach.
Jakie było Twoje wrażenie, jak się odnalazłaś w zgromadzeniu sióstr, które przyjechały przecież z innego kontynentu, z innej kultury?
O, nie byłam pierwszą Rwandyjką w tym zgromadzeniu! A Moje pierwsze wrażenie po przybyciu do sióstr było, że trafiłam pomiędzy anioły. Dopiero krok po kroku doświadczyłam, iż wszyscy jesteśmy ludźmi i to słabymi, wszyscy dążymy do miłości i jesteśmy sobie nawzajem potrzebni do duchowego wzrostu.
Wszystko mi się podobało i podoba w życiu zakonnym, ale najbardziej mnie urzeka życie we wspólnocie. Jesteśmy tak różne, każda ma swoją historię, często trudną i bolesną, wzrastałyśmy w różnych kulturach, posiadamy różne wrażliwości a tworzymy jedno w Chrystusie!!!
Po ślubach wieczystych zgromadzenie skierowało Cię na studia z duchowości franciszkańskiej. To pewnie dla Ciebie wielka radość.
Tak. Mówiłam już o mojej fascynacji osobą św. Franciszka, jaka mi towarzyszyła od dziecka. Poznawanie jego życia i franciszkańskiej drogi za Chrystusem to wielki upominek od Boga. Tutaj, w Rzymie, spotkałam jeszcze większe bogactwo kutur, nie tylko w rzymskiej wspólnocie sióstr, ale szczególnie w grupie studentów. Wszyscy jesteśmy tu ze względu na Jezusa! To niesamowite! Jestem tego świadoma, że to, co tutaj zdobędę, trzeba będzie podzielić potem z moimi siostrami w Rwandzie. Bardzo więc pragnę zdobyć jak najwięcej wiedzy. Nie tylko wiedzy, ale chcę przez ten pobyt bardziej przylgnąć do Chrystusa, według słow papieża Franciszka, które noszę w sercu: Każde spotkanie z Chrystusem zmienia moje życie, każde spotkanie z Chrystusem wypełnia mnie radością.
Mam też taką ulubioną modlitwę: Najwyższy Boże, pozwól mi czynić tylko to, co się Tobie podoba, tak jak to czynił św. Franciszek. Jak Maryja Niepokalana jestem Twoją Służką, obym czyniła tylko Twoją wolę; niech moje oczy będą miłosierne dla tych, na których spoglądam, niech moje dłonie będą miłosierne dla tych z którymi się dzielę, niech moje serce będzie miłosierne dla tych, którym je ofiaruję i niech całe będzie Twoje.
Szczęść Boże, Siostro Franciszko! Dziękujemy Ci serdecznie za Twoje świadectwo zaufania Bogu, zgodnie z imieniem, jakie nosisz. Zakończę naszą rozmowę słowami tak ulubionymi przez św. Franciszka, a więc na pewno i przez Ciebie: Niech Pan Cię błogosławi i niech Cię strzeże!
Rozmowa i tłum.: dw
PS. Zapraszam jeszcze do obejrzenia TUTAJ – filmu opowiadającego o DRODZE s. Franciszki (Materiał w j. angielskim)