WĘGRÓW – Kolejny dzień kwarantanny. Siedzimy odizolowane ale nie zamknięte w czterech ścianach. Mamy kaplicę ogród, i mamy siebie. Dźwięk telefonu … dzwonią Siostry z naszych domów, pamiętają, modlą się. Dzwoni zatroskana Rodzina, znajomi podrzucają słodkości. My też się modlimy – za naszą Przełożoną Prowincjalną Ewę Wawer i chore Siostry z Łomży, za Siostry ze wspólnot w Siedlcach, Garwolinie, Miastkowie i Sokołowie, które tak jak i my są na kwarantannie. Codziennie przyjeżdża Policja, stajemy przy oknie i meldujemy się. Otrzymujemy smsy: „Zrób zdjęcie twarzy i wyślij na aplikację Kwarantanna Domowa”.
Strach, niepewność, rodzą się pytania- dlaczego my? No właśnie, a dlaczego nie my? Tyle ludzi choruje to dlaczego my mamy nie chorować? Jezus cierpiał to i Jego oblubienice biorą krzyż i idą za Nim. Czas izolacji sprzyja modlitwie, rozmowom/ oczywiście w bezpiecznej odległości/, powracają wspomnienia. Bóg prowadzi różnymi drogami. Na mojej drodze postawił maluczkich i ubogich – dzieci niepełnosprawne i bezdomnych z siedleckiej noclegowni. Moi uczniowie… Uśmiechnięty Piotruś wodzący wielkimi oczami za mną, Izunia zachwycająca się zwykłym obrazkiem, Kubuś podający kartkę z napisem „ Odpoczynek i nagroda” no i Tomek, wiecznie głodny, szukający jedzenia. Zna i umie powiedzieć tylko jedno słowo:” chce”. Wspólne wycieczki, jasełka, kartki świąteczne dla osadzonych, pościgi za uciekającym Adasiem, kopniaki Bartka, zdrapania Alki, uściski, przytulania, słowa, gesty, spotkania – tego wszystkiego mi brakuje. To wszystko „zabrał” wirus.
Od marca ślęczę nad komputerem, aż bolą oczy. Zdalne nauczanie, spotkania Rady Pedagogicznej na Zoomie, telefony , smsy i pozdrowienia od uczniów, szkolenia online… świat wirtualny nie zastąpi spotkań na żywo. Może to zabrzmi komicznie ale dzięki koronawirusowi rozmodliłam się: cztery części różańca dziennie, konferencje, godzinne adoracje, wszystkie nabożeństwa w kościele. Boże, kiedy ja miałam czas na 4 części różańca dziennie, chyba tylko w rekolekcje, no może czasem w niedzielę. Zapamiętam na długo tegoroczne Triduum Paschalne, kiedy wślizgiwałam się po do kościoła i chowałam za filarem. Nie zapomnę adoracji krzyża w Wielki Piątek, szlochania starszych kobiet i twarzy młodych ludzi, którzy mimo zakazu przyszli do kościoła, by wyznać swoją wiarę. Jeszcze jedno wspomnienie to piątkowe spotkania z bezdomnymi na Mszy świętej. Wspólna modlitwa, rozważanie Słowa Bożego, gotowanie obiadów, wyprawy do kina, pielgrzymka na Jasną Górę zbliżyły mnie do tych zagubionych, pogrążonych w nałogach ludzi. Spoglądam na ubrania, które przywiozła moja siostra a które miałam zawieść w piątek do noclegowni. Tyle planów, nie zrealizowanych zadań i marzeń, moich marzeń bo plany Boże okazały się zupełnie inne, może lepsze choć czasem niewygodne, trudne i niezrozumiałe.
s. Iwona W.